czwartek, 13 października 2016

...

Nie wiem jak nawet skomentować moją długą nieobecność. Chyba po prostu wstawię parę prac, których zdjęcia posiadam, zanim zawieruszą się na dobre gdzieś w dyskoprzestrzeni.






I na osłodę- moje wypociny witrażowe, które kosmicznie odbiegają jakością od tych pierwszych.

wtorek, 8 grudnia 2015

Znowu aniołki...

Dobra, święta jak w reklamie coli- co-raz-bli-żej. Dzisiaj przedstawiam więc swoje tegoroczne kartki pocztowe. Niestety wysyłam tylko dwie (bo nie mam do kogo więcej) i sporo się nagłowiłam zanim wybrałam te dwie, które wylecą w świat ;)

Poza tym, akcent humorystyczny mojej twórczości... Witraż. Ha, ha, ha. Co tu dużo mówić, uwielbiam witraże. Nigdy wcześniej ich nie robiłam ( nie sądziłam, że będzie mi to wychodzić a surowce bądź co bądź nie są tanie) aż wymyśliłam niedawno(pół roku temu), że spróbuje. W końcu co mi szkodzi ;)  Zakupiłam niezbędne elementy warsztatu i przystąpiłam do pracy. Nie obyło się bez totalnych wtop... Pierwszej zakupionej lutownicy grot topił się razem z cyną a następnie zapłonął jak zapałka.  Nóż do szkła, który ostatnio kupiłam jest super ale został okupiony czterema beznadziejnymi poprzednikami. No cóż... Nie byłam na ani jednym kursie więc pomyłki są raczej nieuniknione. A jest ich wiele, nie tylko na etapie doboru sprzętu ale także w etapie produkcji ;) Dwie trzecie konteneru na szkło przed blokiem, to chyba moje mozolne próby i usiłowania. To, co wsadzam na bloga, jest lata świetlne od tego, co było na początku. Najpierw rzecz jasna, próbowałam ze szkłem tanim jak barszcz, pozyskanym z równie tanich ramek z Pepco. Kiedy już obróbka szła mi dobrze, przystąpiłam do szkła witrażowego. No i kolejny zonk, bo to szkło jest ze trzy razy grubsze od tego z ramek i wymaga innego nacisku. Znowu dwie średniej wielkości tafle ślicznego szkła marmurowego, wylądowały w koszu :(
Ale nic to! Jako, że popularne zawieszki- aniołki są chyba najprostszą formą witrażu, która jednocześnie się już do czegoś nadaje (a dodatkowo idą święta ;), wzięłam je na celownik swojego talentu.
I voila! Są. Jeszcze ciepłe od lutownicy. (właśnie... na początku myślałam, że cięcie szkła jest trudne-zweryfikowałam swoje poglądy... lutowanie jest gorsze)
to pierwszy z moich aniołków po dwukrotnym demontażu i ponownym lutowaniu. Efekt lutowania najlepszy z trzech próbchoć ciągle zły ;)

czerwony to mój ostatni wytwór (przed chwila spadł (!!!!!!) , złamał skrzydło i zgubił główkę ale już to naprawiłam)- na szczęście są widoczne postępy w lutowaniu.


poniedziałek, 23 listopada 2015

Ramki już na pokładzie!

Przywiozłam, pomalowałam i nie jest najgorzej. Aniołki zyskały +100 do prezencji. Może to małomiasteczkowe i ktoś może uznać za brak gustu ale strasznie lubię małe obrazki w grubych ramach. A już małe i stare obrazki  z grubaśną warstwą werniksu obsadzone w grubych, starych, ciemnych ramach to w ogóle moje ukochane zjawisko. Działają na mnie jak glazurowane pierniczki z nadzieniem śliwkowym przed świętami. Nie wiem jak to określić ale sprawiają mi radość, nawet jeśli ich wartość artystyczna nie jest zbyt wysoka.
No ale istnieją też duże obrazy i taki też popełniam ostatnio. Jeśli o małych przyjemnościach mowa to uwielbiam lata trzydzieste. Każdy ma na pewno w swoich wspomnieniach taki film a z niego taką scenę, którą szczególnie lubi. Ja nie jestem wyjątkiem ;) Ba, mam ich całe mnóstwo a jedna z nich jest w filmie "Pokuta". Nie chodzi tu o fabułę i grę aktorską oraz kto w nim występuje. Chodzi o klimat pierwszej części, jeszcze przed wybuchem wojny. Słońce, lato w pełni i woda a w wodzie różniste zieleniny wodne, przez które prześwieca słońce. Bardzo lubię obserwować rośliny wodne i właśnie w tym filmie urzekła mnie scena, w której główna bohaterka nurkuje w fontannie po odłamane ucho wazonu, które wpadło pod wodę.  Potem jest jeszcze druga scena, kiedy siedzi na trampolinie nad stawem w słońcu i pięknie skrojonym kostiumie. No i właśnie do tej sceny nawiązuje  mój nowy obraz. Jeszcze nie skończony ale pracuję nad nim sumiennie choć słońce (a raczej jasność przebijająca przez chmury) o tej porze roku pozwala mi w zasadzie na około trzy godz. pracy dziennie.


Niedźwiedź w swojej gawrze

poniedziałek, 16 listopada 2015

Tołstoj i małe aniołki

Tytuł brzmi dumnie. No.. może pierwsza część. Tym czasem wyjaśnienie jest bardzo proste i bez zadęcia. Zwyczajnie jeden z aniołków służy mi za zakładkę. Co do aniołków- tak, są małe, niektóre nie przekraczają 4cm a największe 15. Skąd aniołki? No przecież święta idą i tym razem nie dam im się zaskoczyć. Zawsze chce zdążyć z jakimiś upominkami dla najbliższych w formie  obrazka czy pocztówki i budzę się z ręką w nocniku (no może nie z pocztówkami ale tez je na szybko robię.)  Tym razem tak nie będzię. Już nawet zamówiłam ramki i kiedy przyjdą a ja je pomaluje, domaluje, doszyję i posklejam jeszcze co nieco, wstawię efekt końcowy. Oczywiście głównym poruszycielem moich aniołków jest średniowiecze bo co jak co ale to najbardziej anielska epoka.

P.S.
(Tak, ja wyszywam.JA. sama się z siebie śmieję )






...i złowrogi cień.

czwartek, 5 listopada 2015

Wspomnienie lata i garść ludowych mądrości

Jak zwykle się długo nie mogłam zebrać do posta. Ech... Na szczęście mądrzejsi przede mną powiedzieli: "Co się odwlecze to nie uciecze" :) Tego się trzymajmy. Całe wakacje byłam dość mocno zapracowana i na swoje dyrdymały nie miałam zbyt wiele czasu. Teraz jest już listopad i zdążyłam nawet zrobić powidła śliwkowe z czekoladą i dżem z dzikiej róży, którą wedle tradycji zbiera się po pierwszych przymrozkach ( benedyktyńskiej pracy mam już dość na ten rok,  dwie szklanki owoców obierałam 4h).  
Nadrabiam zaległości i wklejam  część z tego, co się jednak udało wyskrobać przez to pół roku.

Na pierwszy ogień wizyta w Chełmnie z lipca (kocham to miasto/miasteczko, byłam tam drugi raz i znowu nie chciałam wracać do domu, co zdarza mi się niezbyt często). Coś musi być na rzeczy bo niedawno Chełmno znalazło się w siedmiu cudach Polski wg.  Travelera (no jasne, że głosowałam ;) )

Szybkie szkice mniej lub bardziej udane:
Fragment budynku na rynku w Chełmnie. Niezwykle udane dziewiętnastowieczne wpasowanie się w średniowieczny klimat. Zawsze robi na mnie wrażenie charakterystyczne dla budownictwa niemieckiego, połączenie naturalnego koloru ciemnej cegły z ornamentami szkliwionymi na zielono, które ten budynek posiada (zwłaszcza w architekturze średniowiecza lub na nią stylizowanej). Oczywiście tutaj  tego  nie widać ale tutaj juz tak ;)

Ze średniowiecznej zabudowy rynku pozostała tylko jedna kamienica. Tutaj jedna z dziewiętnastowiecznych super-ozdobnych kamienic na zbiegu ulicy Grudziądzkiej i Rynku.

Oczywiście nie mogło zabraknąć kościoła farnego, który w Chełmnie jest niesamowity. olbrzymi i tak stary, że człowiek czuje się w nim jak pyłek .  Kiedy byłam tam 7 lat temu na dachu rosły samosiejki brzóz. Teraz już ich nie ma ale i tak nie jest jeszcze odrestaurowany jak fara w Gdańsku czy Toruniu. Polecam przebywanie w takich nieodnowionych zabytkach ;) Tutaj fragment wnętrza (w ramach ucieczki przed gorącem na zewnątrz)

Szkic urokliwego, długiego, czystego, głębokiego i ziiimnego jak na jezioro polodowcowe przystało Jeziora Starogrodzkiego.

Bazgrołki z księżniczką w wieży ;)

No, a teraz reszta 

hm... to tutaj jest nieukończone ale to tylko dlatego, że obraz jest teraz na wystawie i nie zdążyłam mu zrobić zdjęcia kocowego ;)

"Po-pas", obrazek o tyleż przyjemny co dziwny ;) był nawet na konkursie ale go olali ;)

A to jesienna skrzyneczka przeze mnie malowana dla koleżanki. I odbicie bazyliszka.

Tu bazyliszek próbuje sforsować zamknięcie ;)

wtorek, 7 kwietnia 2015

Wystawa II

No to mam to z głowy. Odbyła się, zakończyła, nie było źle choć stres odchorowuję do dziś ;) sama sobie ten los zgotowałam, trudno. Niby nic wielkiego a człowiek i tak się denerwuje. Całe szczęście padało, było zimno, galeria "na końcu wiata" i w dodatku czwartek przed świętami więc tłumek dość kameralny ale to właściwie  nawet lepiej. Przyszli najlepsi z najlepszych, którym z tego miejsca pragnę podziękować ;) DZIĘ-KU-JĘ! Poniżej zamieszczam kilka słit foć, na których szanowna autorka, kurator, kwiaty, sympatycy, blask fleszy, wpisy do księgi pamiątkowej no i splendor :)
mały rzut obiektywu na nowe dzieła ;) źródło

nowości part 2+ fanklub ze szkoły ;) źródło

przedmowa autorki speszonej całym zajściem, przemiły Pan Darek organizator i ciasteczka w tle ;)

kącik staroci ;) źrdło

poniedziałek, 2 marca 2015

po dłuższej niż długa nieobecności ;)

Oj taaak, trochę się zaleniwiłam jeśli chodzi o tego bloga, za co wszystkich tęskniących przepraszam.
Trochę się tam działo u mnie ale też bez przesady.Brałam udział w plenerze, z którego praca poniżej, oraz w szalonej wystawie zbiorowej malarzy młodego pokolenia "Promocje" w Legnicy (czuję się serio wyróżniona już samą obecnością tam). Wzięłam udział w paru konkursach, jednak bez większych rezultatów (a nie, ostatnio zadzwoniłam do radia i podając swój przepis na możliwe znaczenie słowa "oberchuc", wygrałam książkę ;) )
A potem zadzwonił do mnie szalenie miły pan i zaproponował zorganizowanie wystawy. Bardzo miłe z jego strony. Ha. Chcąc być równie miła poczułam się w obowiązku sklecenia paru nowych "dzieł" malarskich co by nie było, że w kółko te same ludziska oglądają. Jako, że termin zbliża sie krokami milowymi (chyba 2 kwietnia) a ja ostatnio jakoś nie czuje specjalnego flow, zostawiłam sobie wszystko na ostatnia chwilę... Nie wiem co z tego wyjdzie. Maluję dla przyjemności- różne, niekoniecznie powiązane ze sobą rzeczy. Ale kto bogatemu zabroni? ;)
Zdjęcia może nienajlepsze ale nie mogę dogrzebać się do aparatu i cyknęłam tabletem, który robi jak mu się podoba.

jeszcze stan sprzed ukończenia- taka mina podsumowująca moją działalność ;)

Obiecany wyżej obraz z pleneru, jeszcze ubiegłosierpniowego (ech...gdzie to lato?)

tak wiosennie, leniwie i wielkofomatowo ;)

a to takitam projekt- niestety niezrealizowany